Nie wiem, co jedliście dzisiaj na obiad, ale obawiam się, że moje koty jadły lepiej. 
Na pewno lepiej ode mnie.

Albowiem, jak czuć się mam, kiedy podaję im kawałek fileta z tuńczyka i ten tuńczyk wygląda lepiej, niż mój tuńczyk, którego jadłam kilka minut temu.

Wniosek. Tak trzeba żyć. Tak trzeba jeść.

A mowa o produktach My Little Friandise od Portica - na ratunek, które testujemy w ramach Plebiscytu Sfinksy

Po pierwsze, o Panie, jakie to ładne z zewnątrz. Ale naprawdę. Jako dziewczynka, to mi się to bardzo podoba, że ktoś tak przebiegle graficznie połechtał moje oczka. Duży plus. /zdjęcia w komentarzach/

A w środku jeszcze większy. Ciastka dostały na spróbowanie makrelę, tuńczyka i kurczaka. Każdy w formie filetu, który jest ręcznie krojony. I naprawdę, jakby ktoś wam to podał w restauracji posypane płatkami kwiatów i kazał zapłacić za to 50zł, to byście się nawet nie zająknęli.

Filety z ryb są bez ości, z ryb, co dziko żyły i szalały bo bezkresach wód. Kurczaki mam nadzieję, że hasały równie szczęśliwe, jak ciastka, kiedy oddawały się ekstazie konsumpcji.

Ostatecznie, fanem wielkim i oddanym został Biszkopt, ale z powodu raczej tego, że Karmel lubi surowe ponad życie i gdyby mógł wybrać, czy zjeść stejka za 200zł czy kawałek surowego mięsa za 20zł, to zje surowe.

W skład makreli grillowanej wchodzi: makrela bez ości 100%. W pozostałych składach można poszperać, bo czasem są minimalne dodatki, takie jak fruktooligosacharydy (przy 98% fileta i soku), więc jeśli ktoś się obawia, można wybrać takie 100%. W podaniu okazyjnym nie powinny mieć one większego znaczenia, ale dobrze wybierać świadomie.

Polecamy się zapoznać, bo strasznie to fajne. Jako przekąska, nagroda czy coś innego raz na koci rok.