recenzja ostateczna ziomki. żwiek sylikonowy aristocat. badum tss.
FERA.PL Sfinksy

Tak trzeba żyć. Coby ludzie kotkom prezenty wysyłali. Coby ludzie pod kocie nózie żwirkiem sypali. Żwirkiem, co jak małe kryształki się mieni. Jak diamenty. Jak brylanty, co lśnią o poranku i błysk ich z kuwety, niczym wschód słońca budzi do życia człowieka. Dobra, popłynęłam. Do brzegu.

Więc dostaliśmy worków odpowiednio dużo, by wypełnić 4 kuwety na 38m2 naszego mieszkania. Podział u nas istnieje na kuwety na siki jak i kuwety na bomby atomowe, co sens życia zabierają i wątpliwości w istnienie pozostawiają.

W kuwecie odpowiedzialnej za złoty deszcz zapas żwirku starczył na dni 15. Trochę krócej niż na opakowaniu, ale zrzucam to na fakt, że koty moje, jak to matki dzieci, sikają jak ja, znacznie częściej niż populacja.

Sam żwirek trochę za twardy za pierwszym razem. Po tygodniu szlacheckie pęciny powleczone jedwabiem się dostosowały i nie było problemu z wesołym hasaniem i kopaniem w nim jak opętany dzik, co trufli szuka o 3 w nocy.

Niewątpliwy medal złotego pisuaru Aristocat powinien dostać za pochłanianie woni piekielnej bobków. To robi naprawdę dobrze. Da się przespać noc, człowiek wstaje, żyć się chce, nadal ma oczy niewypalone, nos sprawny, żadne muchy nie zdechły w oparach. Cud miód i kuweta. Trochę gorzej idzie mu trzymanie zapachu tsunami moczu kociego po około 10 dniach, ale trudno mu się dziwić. Kto by to wytrzymał.

Teraz czas na ważne info. Nadepnięcie na niego gołym kopytkiem, wysysa duszę. Poważnie.

Reasumując, jeśli Wasze koty lubią sylikonowe niezbrylające żwirki, to ten jest naprawdę fajny. Dla nas, przy dwóch kotach i niearystokrackich funduszach, trochę za drogo wychodziłoby uzupełnianie wszystkich kuwet.

Ale! Do centralnej kuwety bobkotwórczej jestem w stanie go kupować. Za to, że omijają nas nocne dyskusje i wyliczanka, kto musi iść i w żrącej atmosferze, uratować życie partnera. 
Serio.

W razie pytań, proszę pytać. zapytam kocich testestów. 
I na koniec: jakie żwirki sprawdzają się u Was?